W świecie, który walczy o Twoją uwagę

No dobra. Skoro wiemy już, na co mamy wpływ, a na co nie, co jest dla nas ważne i mamy plan na siebie, czas przystąpić do jego realizacji. Planowanie to budowa domku z piasku w piaskownicy. Teraz czas wejść na prawdziwy plac budowy. Czyli w tzw. życie. I jego ograniczenia.

Pierwsze, które Ci się pojawi, to czas. Doba ma 24 godziny. Nawet jeśli masz dużo hajsu. Nie dokupisz go, jak w „In Time” Andrew Niccola. Masz pracę, rodzinę, zajęcia dodatkowe dzieci, nie daj Bóg jeszcze jakąś swoją pasję, a może po prostu chciałbyś czasem wyjść do ludzi, bo Ci się należy. Te 168 godzin przypadających na tydzień to naprawdę niewiele. Bo policzmy. Śpisz osiem godzin. Pracujesz z dojazdami dziewięć. Dochodzą obowiązki domowe, dzieci, zakupy. Z tygodnia robi się nagle zaledwie kilkadziesiąt godzin, które naprawdę należą do Ciebie. A to i tak wersja niepoprawnie optymistyczna. Mimo to są ludzie, którzy prowadzą cztery biznesy, mają czarny pas w sporcie, udzielają się na wszystkich możliwych wydarzeniach w okolicy, a wieczorami spokojnie spacerują z rodziną. Na pewno takich znasz. Jeśli nie osobiście, to z widzenia albo z opowieści. I nie mówię tu o bananach z wyuczonym zawodem „syn”. Oni sami to ogarnęli. Jak?

Deep work. Wspaniałe narzędzie. Przewija się w wywiadach z wieloma ludźmi sukcesu. Nie powiem Ci, że załatwi wszystko, bo tak nie jest. Ale da Ci trochę bonusowego czasu. Na czym polega? Codziennie wyznacz sobie czas, podczas którego będziesz wykonywał jedną trudną, ważną dla osiągnięcia swojego celu rzecz. Docelowo niech będą to dwie godziny dziennie od poniedziałku do piątku. Na początku będzie trudno, ale z czasem mózg nauczy się utrzymywać koncentrację. Praca głęboka nie polega na siedzeniu długo przy biurku. Polega na wykonywaniu zadań wymagających pełnego skupienia. Ten czas jest starannie zaplanowany. Doskonale wiesz, co masz robić, i po prostu to robisz. Wyciszasz telefon i wynosisz go z pomieszczenia, w którym pracujesz, bo już sama jego obecność sprawia, że mniej się skupiamy. Będę pisał na przykładzie pracy zawodowej. Jeśli musisz, poinformuj kontrahentów, rodzinę i wszystkich, którzy mogą do Ciebie dzwonić, że w tych godzinach jesteś niedostępny i że oddzwonisz później. Zaparz kawę, jeśli ją pijesz. Załatw potrzeby fizjologiczne. Przynieś sobie wodę. Zrób wszystko, żeby później nic Cię nie rozpraszało. Nie daj się pokusie robienia pierdół typu odpisywanie na maile czy scrollowanie LinkedIna. To potrzebne, ale nie teraz.

Teraz jesteś sam na sam ze sobą. Znowu ten Ty 🙂 I Twoje zadanie. Do końca. Albo przynajmniej do wcześniej zaplanowanego etapu. Jak wiedzieć, czy dane zadanie to rzeczywiście praca głęboka? Pomyśl, że Twoja firma zatrudnia świeżaka po studiach. Ile czasu trzeba, żeby nauczyć go robić to, co robisz? Jeśli tydzień lub mniej, to prawdopodobnie nie jest ten typ pracy. Najwięcej dają ćwiczenia celowe (wygoogluj sobie, co to jest). Jeśli masz możliwość, planuj sesję przed południem. Wtedy jesteś najbardziej produktywny. Wpisz ją do kalendarza. Na początku będziesz miał problem z oszacowaniem czasu potrzebnego na wykonanie zadania. Dlatego po zakończeniu zapisz, ile faktycznie Ci zajęło. Z czasem będziesz planował coraz trafniej. Dla motywacji proponuję zaznaczać sobie X w kalendarzu za każdy dzień, w którym wykonałeś sesję deep work. Na zakończenie pracy zawsze zaplanuj następną sesję. To powinno być Twoje zadanie na ostatnie dziesięć minut.

Zakończ pracę. Fizycznie. Mentalnie. Powiedz głośno: „Skończyłem”. I nie wracaj do niej aż do następnej sesji.

Zobaczysz, że dzięki poczuciu celu i rozwoju wynikającego z tej metody będziesz szczęśliwszy. Bo choć praca płytka jest bardziej widoczna — krzątamy się i wyglądamy, jakbyśmy ciągle coś robili — to tak naprawdę nasz mózg lubi być skupiony na trudnym zadaniu. A umiejętność szybkiego uczenia się będzie jedną z najważniejszych kompetencji w najbliższych latach.

Jak już ogarniesz to, co najważniejsze danego dnia, czas na odpoczynek. Nie bagatelizuj go. Po dwóch godzinach intensywnej pracy i załatwieniu więcej niż niekiedy przez kilka dni będziesz miał poczucie spełnienia. Więc czas na prawdziwy odpoczynek. Nie z telefonem w ręku. Bo scrollowanie nawet ciekawostek z branży to ani praca, ani odpoczynek.

Lecz się z tego.

Ja kiedyś nakleiłem sobie na telefon taśmę z napisem „NIE”, żebym widział ją za każdym razem, gdy sięgam po niego bez potrzeby. Mam wrażenie, że wielu ludzi, którzy uważają, że mają ADHD, w rzeczywistości cierpi na przewlekłe rozproszenie uwagi spowodowane nadużywaniem Internetu. Firmy walczą o naszą uwagę, bombardując nas krótkimi informacjami. Przyzwyczailiśmy się do tego do tego stopnia, że coraz trudniej utrzymać koncentrację przez dłuższy czas. Jeśli dawno nie czytałeś książki, spróbuj. Sam zobaczysz. Kiedyś rozwinę temat wpływu scrollowania na gospodarkę dopaminową, ale to nie teraz.

Co robić, gdy masz czas na relaks, a ja właśnie zabrałem Ci telefon? To, co jeszcze dwadzieścia lat temu było czymś zupełnie normalnym. Idź na spacer. Posłuchaj muzyki. Poczytaj książkę. Jeśli masz możliwość, spędź czas na łonie natury. Jedź do lasu albo — jeśli masz — na RODOSa. Cisza i mniejsza liczba bodźców sprawią, że łatwiej będzie Ci się odprężyć. Nie bez powodu najlepiej odpoczywa nam się właśnie w lesie. Zieleń znajduje się blisko środka zakresu światła widzialnego, na który ludzkie oko jest najbardziej wrażliwe. Przez miliony lat właśnie taki krajobraz oznaczał dla naszych przodków bezpieczeństwo, wodę i pożywienie.

W następnym wpisie zajmę się tematem odpoczynku.

Gdy będziesz już miał wyznaczone zadania w każdej z ważnych dla Ciebie życiowych ról, zyskasz dzięki pracy głębokiej trochę czasu na ich realizację i będziesz lepiej odpoczywał zaczniesz odczuwać coraz mniejsze zmęczenie. Mniejszą mgłę w głowie. Codzienne obowiązki staną się elementem dnia, a nie jego całością. Wtedy pojawi się wolna przestrzeń w umyśle. Myśli zaczną się uspokajać i stawać coraz bardziej klarowne. Przestaniesz się ciągle spieszyć. Będziesz rozwijał się już nie tylko na zewnątrz, ale także w głąb siebie.

To jest najważniejszy kierunek.

W tę stronę będzie podążał ten blog. Bo to Twoje życie. Jesteś odpowiedzialny przede wszystkim za siebie. Nie egoistycznie. Altruistycznie. Bo dopiero kiedy poukładasz siebie, będziesz mógł dać wartość innym.

Nie żyj, żeby być lepszym od innych. Żyj, żeby być lepszym od siebie z wczoraj.

GŁOS STĄD

Dodaj komentarz