Bo nie da się dojechać do wybranego miejsca, jeśli nie wie się, gdzie ono jest. Trzeba mieć mapę (lub dzisiaj nawigację). I tym właśnie są prawidłowo wyznaczone cele. Miejscem docelowym wraz z mapą.
Jak zapytasz kogoś, czego w życiu chce, żeby podał trzy cele życiowe, do których dąży, najprawdopodobniej nie będzie w stanie. Bo mu się tylko wydaje, że ma cele. Chce mieć więcej pieniędzy czy lepszy kontakt z dziećmi. Ale to nie cel. Bynajmniej nie taki, o jakim będę tu pisał. To życzenie.
Jaka jest różnica? Ano taka, że życzenie to tylko pusty slogan. A cel to już plan.
Dlaczego zatem nie wyznaczamy celów?
Część pewnie będzie się tłumaczyć, że nie wie jak. Chociaż artykułów na ten temat są tysiące to krótko opiszę to po raz 1001. Często nie mamy wystarczającej wiary w siebie. Często tak naprawdę nie chcemy zmiany. Wolimy chujowo, ale stabilnie. Czasem cel wydaje nam się zbyt odległy. Ale także dlatego, że cel rodzi odpowiedzialność, której ludzie mają w naturze unikać.
Cel nas zobowiązuje.
Łatwiej jest narzekać na niesprzyjające czynniki zewnętrzne, niż coś wyznaczyć, zapisać (to zwiększa prawdopodobieństwo realizacji) i systematycznie realizować. Opuszczać strefę komfortu. Stawać się innym człowiekiem. Pomimo lęku.
Kilka kwestii technicznych. Cel powinien być jasno określony. Powinien mieć ostateczną datę realizacji i sposoby dojścia do niego. Powinien być własny (nie np. „robię studia MBA, bo wszyscy robią”), wymagający ale i realny, zgodny z wyznawanymi przez nas wartościami, a także mierzalny.
Pomyślenie 1 stycznia: „do lata schudnę”, to nie cel.
Rozpisanie celu powinno się zacząć od zorientowania się, na czym stoję. Weźmy pod lupę „schudnę”. Żeby móc w przyszłości wiedzieć, czy schudłem, muszę wiedzieć, ile teraz ważę, jaki mam poziom tkanki tłuszczowej itp. (czyli gdzie teraz jestem)
Wtedy zaczynam myśleć, gdzie chcę być. Realnie.
Bo jak ważę 115 kg, to nie schudnę do 90 kg w trzy miesiące. Nie ma takiej opcji. Stawiając sobie taki cel, skazuję się na to, że po trzech tygodniach niejedzenia i spędzania sześciu godzin dziennie na siłowni odpuszczę.
Ale: „Schudnę do 105 kg do 1 lipca, trenując interwałowo cztery dni w tygodniu, robiąc 15 000 kroków dziennie i odstawiając fast foody oraz słodkie napoje.” Brzmi z sensem.
I masz plan. I masz deadline. I cel jest wymagający.
Żeby początkowy cel Cię nie przytłoczył, w momencie planowania (poświęć na to 2–3 godziny albo i więcej), podziel go.
Ja najbardziej lubię cele roczne dzielić na kwartalne, kwartalne na tygodniowe, a tygodniowe na dzienne.
Bo jak zredukujesz w głowie: „Będę się biegle komunikował w języku angielskim i hiszpańskim do końca roku” do: „Nauczę się trzech angielskich i trzech hiszpańskich słówek lub zwrotów dziennie”, to uwierzysz, że się uda.
I nie wyznaczaj sobie dziesięciu celów na rok. Wyznacz trzy lub cztery i skoncentruj się na nich. Jeżeli masz w głowie dziesięć pomysłów, co ze sobą zrobić, rozłóż je na dwa lub trzy lata. Bo nie dasz rady. Bo są jeszcze inne rzeczy do zrobienia na co dzień.
Niech to będą cele z różnych Twoich ról życiowych.
Moimi, na przykład, są: członek rodziny, przedsiębiorca, miłośnik sportu i istota duchowa.
Przed każdym rokiem wyznaczam jeden duży cel dla każdej z tych ról. Następnie szatkuje go na mniejsze i co niedzielę wieczorem wpisuję cele dzienne na następny tydzień.
Podejmując się tego, wiedz, że będą kryzysy. Nie znaczą, że coś robisz źle. Są częścią procesu.
Pierwszy zwykle pojawia się po około trzech tygodniach. Zapamiętaj ten moment — okolice 20 stycznia — i zmuś się, żeby kontynuować. Budząc się, miej rano koło łóżka kartkę z tym, co masz zrobić. Następny kryzys przyjdzie wtedy, kiedy zaczniesz podświadomie sabotować swoje cele. Mózg lubi ergonomię i niskie zużycie energii. Nie chce tak naprawdę, żebyś coś osiągał, bo to dla niego męczące.
Chyba że go nauczysz. Wygrasz z nim. Wbijesz mu, że rozwój jest spoko.
Wtedy, mniej więcej po półtora miesiąca, zacznie działać na Twoją korzyść. I wtedy źle Ci będzie, gdy pojawi się stagnacja. Wtedy wystrzeliwujesz. Zaczynasz stawać się innym człowiekiem, przejmujesz poczucie sprawczości we własnym życiu. I rośniesz.
Na pewno po drodze będziesz miał taki dzień, że nie zrealizujesz jakiejś części planu. Bo będziesz chory, będziesz miał za dużo rzeczy do roboty, bo niespodziewanie przyleci kumpel z Anglii albo po prostu będziesz miał taki dzień, że nie i chuj.
Nie załamuj się. Nie bądź perfekcjonistą. Nie rzucaj wszystkiego tylko dlatego, że raz podwinęła Ci się noga. Pomyśl, ile razy już Ci się udało. Trwaj dalej w postanowieniach.
Wykuwaj charakter.
Za rok i tak będziesz starszy.
Pytanie, w jakim miejscu wtedy będziesz.Jaki będzie ten rok starszy Ty? Ty. Bo tylko o Ciebie tu chodzi. Pracuj dla siebie. Nie dla poklasku. Cele to narzędzia. Ty jesteś produktem końcowym.
Upgrade’uj siebie.
GŁOS STĄD
Mapa pomaga tylko wtedy, kiedy się wie dokąd się zmierza. A co jeśli się tego nie wie?
Ludzie przed wynalezieniem zegarków posługiwali się kompasami. Bo mniej ważne jest kiedy się gdzieś dotrze. Wyznaczenie celu jest dobre, ale ważniejsza jest droga.
Najważniejszy kompas mamy w sobie, a najważniejsza droga prowadzi do wnętrza.
Zgadzam sie w pelni z Toba co do kierowania uwagi do wewnatrz i co do tego zw droga i uwaznosc jest wazniejsza od rezultatow. Ale jestem zdania, ze „na zewnatrz” rowniez trzeba wyznaczyc jakis kierunek bo to sprowadza do nas okreslone osoby i sytuacje